wtorek, 17 września 2019



Wrzesień

Nie ma sensu pisać długich wierszy,
czasami są trudne do przetrwania jak grypa.
O dzieciństwie, dziurze w swetrze, na łokciu,
psach śpiących, na zawsze, w naszych ogrodach.
Spoconych dłoniach, na widok bez widoków,
miętowych cukierkach, z babcinej szafy.
Mówione było - siódme nie kradnij, zielone można,
jak koniczynę, potrzebną do szczęścia.
Oj, brednie i nie widać końca bredni,
słodkich jak zapach suszonych grzybów.
Chodź spać, jesień idzie.


czwartek, 1 sierpnia 2019


NIE MA



Przestrzeń nieobecności.
Ponad pięć tysięcy wschodów i zachodów słońca, tyle samo niezjedzonych razem śniadań.
Niezliczona ilość słów, kierowanych nie do Ciebie.
Niekończący się strumień myśli, które mam nadzieję, że słyszysz.
Tęsknota nazywana i przemilczana.
Wzrok zawieszony na modrzewiu, drzewie, które kochałaś mocniej niż wszystkie inne.
Wściekłość, bo nie mogę Ci powiedzieć, że bywam szczęśliwa.
Smutek, że wciąż, tak uporczywie, Cię nie ma.



czwartek, 30 sierpnia 2018



29 sierpnia - wczoraj


Miłość, ta daleka i bliska. Ludzie mówią że poznasz ją po łamaniu chleba, po dłoniach i sercu dość mocnym by zrozumieć, że obroty ziemi rozdają samotność. Zwyczajną, tuż obok, inną w tłumie, i tę niezwykłą, kiedy wciąż słyszę, choć Ciebie już nie ma.

Tata zjadał 100 korali winogron dziennie. Odliczał je z wielką uwagą. Nie sądzę, żeby się kiedyś pomylił, przez wiele lat uczył matematyki, chociaż był historykiem. Mówił, że winogrona są dobre na serce. Lubiłam ten rytuał. Myślę, że nosił w sobie coś więcej niż dbałość o zdrowie. Może to była magiczna chwila, która miała dać o wiele więcej niż dobre ciśnienie i brak migotania przedsionków. Nigdy o to nie pytałam, chociaż widziałam, że coś w tym jest. Ale o takie rzeczy się nie pyta, to byłoby świętokradztwo. Inny obraz. Ojciec obiera z zielonych łupinek orzechy. Wcale nie przejmuje się tym, że z chwili na chwilę jego dłonie stają się coraz ciemniejsze, i nie ma takiej mocy żeby to umyć. Po prostu siedzi sobie, we wrześniowym słońcu, i znowu jest tym samym chłopcem, który jeszcze w szkole obierał włoskie orzechy.
Albo taki kadr. Wchodzi Tata z Orionem, który jest ubrany w jego krawat. Wesoło oznajmia, że nasz pies ma dzisiaj urodziny, nie kupił mu nic w prezencie, więc niech chociaż w ten sposób, ten spacer różni się od innych. Ruszają obaj w stronę lasu. Kurtyna.

Jestem przepełniona wspomnieniami, wdzięczna losowi za takiego Ojca, i smutna, bo wczoraj były już drugie urodziny bez Ciebie.





niedziela, 26 sierpnia 2018



Rosa
z cyklu: prawie nic




Anna pyta, czy piszę jeszcze wiersze. Rzadko.
Czuję się przyłapana jej pytaniem, jakby na gorącym uczynku.
Kieruję uwagę pod powierzchnie skóry – skąd to uczucie, dreszcz zawstydzenia,
zakłopotanie odwraca głowę.
Świt sypie za kołnierz krople chłodu, na horyzoncie koniec lata.
Wszystko urosło, dojrzało, nabrało kształtu, koloru.
Obudź się, pora smakować pożegnanie.

foto: Hanna Chromińska



piątek, 24 sierpnia 2018


w podróży


jesień pachnie różą Rilkiego
miała nadejść wcześniej
zjawia się spóźniona w gęstej mgle
otwiera drogę rosie
słowom w zwojach płatków

odmienia nas przez kolorowy przypadek
leczy z nieukojonej gadatliwości
ale nic i nikogo nie zatrzyma
bo dworce są jak czas
przyjmują i odsyłają podróżnych


foto: Hanna Chromińska